Trwająca wojna USA przeciwko Iranowi, która rozpoczęła się pod koniec lutego zabójstwem ponad 100 irańskich uczniów, podważyła kluczowe narzędzie polityki zagranicznej Departamentu Stanu i mogła nieodwracalnie zaszkodzić globalnej reputacji kraju – ostrzegł w niedzielę były szef dyplomacji publicznej administracji Obamy.
„Wierzę, że z powodu [prezydenta] Donalda Trumpa i jego wojny w Iranie, amerykańska popularność spadnie do poziomów, których nie widzieliśmy w tym stuleciu i może nigdy nie powróci do średnich poziomów, które obserwowaliśmy za Jimmy'ego Cartera i Ronalda Reagana" – napisał Richard Stengel, były podsekretarz stanu ds. dyplomacji, w analizie opublikowanej w niedzielę w The Guardian.

„Zapomnij o liczbach Baracka Obamy – są poza zasięgiem. Zaufanie do zdolności Trumpa do prowadzenia spraw globalnych wynosiło już około 30-40% przed inwazją na Iran. To będzie nowy sufit."
Stengel opisał swoją dawną pracę jako bycie „głównym dyrektorem ds. marketingu 'Marki USA'" Stanów Zjednoczonych, a wśród jego głównych misji było „pomaganie w kształtowaniu i promowaniu wizerunku Ameryki za granicą".
Jednak po tym, jak Trump rozpoczął wojnę przeciwko Iranowi, którą sojusznicy Ameryki potępili jako bezprawną, zdolność Stanów Zjednoczonych do projekcji „miękkiej siły" poprzez wspieranie wpływów kulturowych za granicą mogła ostatecznie dobiec końca – ostrzegł Stengel, i to w dużej mierze z powodu Trumpa.
„Od czasów Woodrowa Wilsona amerykańscy prezydenci zajmowali się promowaniem demokracji. Ta era może się teraz skończyć" – napisał.
„Wraz z wojną w Iranie, działaniami USA w Wenezueli i coraz bardziej wojowniczą retoryką wobec Kuby, administracja Trumpa wskrzesza stary stereotyp Brzydkiego Amerykanina, ale tym razem bez niegdyś obowiązkowych hymnów na cześć demokracji. Ten stary obraz Ameryki jako narcystycznego i kulturowo nieczułego drania powraca z impetem."

