Po tym, jak początkowo obiecał, że jego sala balowa w Białym Domu nie będzie obciążać amerykańskich podatników, prezydent Donald Trump niedawno oświadczył, że rzeczywiście chce, aby obywatele USA zapłacili za jego salę balową — i właśnie skrytykował go za to doradca prezydencki ostatniego republikańskiego prezydenta.
„Lindsey Graham chce, żeby Donald Trump miał nie tylko skorumpowaną salę balową opłaconą przez korporację, ale salę balową opłaconą przez podatników na kwotę pół miliarda dolarów" — powiedział w środę Steve Schmidt, który doradzał prezydentowi George'owi W. Bushowi. „Mój Boże, za takie pieniądze można by kupić jacht Bezosa."
Argumentując za budową sali balowej w Białym Domu, Graham twierdził, że cena 400 milionów dolarów obejmowałaby „wiele rzeczy związanych z wojskiem".
„Będzie tam aneks Secret Service, który sfinansowaliśmy poprzez kompensatę opłatami celnymi" — powiedział Graham. „Ale szacunek wynosi 332 miliony dolarów. Zamierzamy przeznaczyć 400 milionów, bo myślę, że prawdopodobnie będzie potrzeba więcej. Można wykorzystać prywatne darowizny, ale uważam, że powinny być przeznaczone na zakup porcelany i tym podobnych rzeczy. Pod tą salą balową znajdzie się infrastruktura skupiona wokół bezpieczeństwa narodowego. Sama sala balowa pozwoli uniknąć dylematu konieczności opuszczania terenu Białego Domu przez przyszłych prezydentów i obecnego prezydenta, aby udać się do centrum miasta, gdzie bezpieczeństwo jest mniejsze."
Graham powtórzył argument zwolenników Trumpa (a także senatora Johna Fettermana, D-PA), że sala balowa w Białym Domu uniemożliwiłaby strzelaniną podczas kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu (WHCD), mimo że wydarzenia WHCD zawsze odbywały się w prywatnych lokalizacjach.
Schmidt jednak odparł, że „sala balowa nigdy, przenigdy nie może zostać zbudowana".
„Donald Trump zburzył Biały Dom. Zburzył Skrzydło Wschodnie, a nie miał prawa tego burzyć. To dom ludu i jego zaszczytem jest mieszkanie tam przez pewien czas, a potem odchodzi. Spójrzcie, co zrobił z Gabinetem Owalnym — przejściem między rezydencją a Gabinetem Owalnym. Wszystko to idzie w dół, a przez następne trzy lata powinna tam stać ta jama. Powinna być symbolem jego odrażającej prezydentury. To symbol jego niekompetencji, braku planowania — odkryty pomnik jego wojny z Iranem."
Przez ostatnie kilka miesięcy sala balowa w Białym Domu była jednym z głównych priorytetów Trumpa, który wspominał o niej znacznie częściej niż o kwestiach bezpośrednio dotyczących Amerykanów, takich jak kryzys przystępności cenowej czy jego skandaliczna przyjaźń ze zmarłym pedofilem Jeffreyem Epsteinem.
„Trump wspominał o sali balowej przez około jedną trzecią dni w tym roku, zgodnie z analizą jego publicznych wypowiedzi i postów w mediach społecznościowych przeprowadzoną przez Washington Post, w tempie, które rywalizuje, a nawet przewyższa jego wzmianki o niektórych głównych priorytetach politycznych" — zauważyli wcześniej w tym miesiącu Clara Ence Morse i Dan Diamond z Washington Post. „W tym roku wspominał o projekcie przez mniej dni niż o tematach takich jak cła i Iran, ale przez mniej więcej tyle samo dni, ile wspominał o ubezpieczeniu zdrowotnym i 'przystępności cenowej'." Promował też swoją salę balową „znacząco" częściej niż swoją stronę TrumpRx, „którą jego administracja uruchomiła, aby pomóc Amerykanom kupować tańsze leki na receptę".
I to jeszcze nie wszystko.
„W kwietniu na przykład prezydent opublikował więcej postów o sali balowej na swojej platformie Truth Social niż o cłach — flagowej polityce gospodarczej Trumpa" — dodali Morse i Diamond. „W czwartek prezydent zwrócił się do Truth Social, aby poskarżyć się na federalnego sędziego, który nakazał wstrzymanie projektu do czasu uzyskania przez Trumpa zgody Kongresu, ponownie poskarżyć się na sędziego, poskarżyć się na powoda, a następnie jeszcze raz poskarżyć się na sędziego — łącznie generując prawie 800 słów obelg. Następnie w ciągu kilku minut Trump ponownie udostępnił wszystkie cztery posty."


