Departament Sprawiedliwości prezydenta Donalda Trumpa omawia ugodę w jego pozwie o 10 miliardów dolarów, co potencjalnie kosztowałoby każdego podatnika około 100 dolarów — i to pomimo próby sądu mającej na celu ochronę interesu publicznego.
„Departament Sprawiedliwości prowadzi wewnętrzne rozmowy na temat ugody w sprawie pozwu prezydenta Trumpa przeciwko Urzędowi Skarbowemu (IRS) w najbliższych dniach, według trzech osób zaznajomionych z obradami, co mogłoby oznaczać bezpośrednie przekazanie przez rząd środków podatników lub innej korzyści publicznej prezydentowi" — poinformowali we wtorek Andrew Duehren i Alan Feuer z „The New York Times". „Kwestia ugody i jej warunków pozostaje otwarta. Jedną z opcji ugody rozważanych przez Departament Sprawiedliwości i urzędników Białego Domu jest możliwość umorzenia przez IRS wszelkich kontroli dotyczących pana Trumpa, jego członków rodziny lub firm, według dwóch z tych osób."
Trump, jego dwaj synowie oraz rodzinna firma pozywają Urząd Skarbowy (IRS) na 10 miliardów dolarów, argumentując, że agencja powinna była zrobić więcej, aby zapobiec ujawnieniu jego zeznań podatkowych. Ponieważ Trump nadzoruje Departament Sprawiedliwości, który ma za zadanie bronić IRS, w kwietniu sędzia Kathleen M. Williams wyznaczyła trzy kancelarie prawne do pełnienia roli przyjaciół sądu w celu rozwiązania złożonych kwestii prawnych i logistycznych związanych z bezprecedensową sprawą.
„Aby pozew był ważny, obie strony muszą faktycznie być po przeciwnych stronach, w przeciwnym razie sędzia może odrzucić sprawę" — poinformował „Times". „Sędzia nakazał osobistym prawnikom pana Trumpa — wraz z Departamentem Sprawiedliwości, który reprezentuje IRS w sądzie federalnym — złożyć pisma do 20 maja wyjaśniające, czy pozostają ze sobą w konflikcie."
Oprócz potencjalnego zobowiązania się do zaprzestania wszelkich kontroli dotyczących Trumpów, ugoda może nadal wymagać od rządu wypłaty rodzinie Trumpów, co byłoby pierwszym przypadkiem w historii Ameryki, gdy urzędujący prezydent otrzymał dużą ugodę prawną od podatników USA podczas sprawowania urzędu. Mimo że ugoda przed upływem terminu pozostawiłaby wszystkie potencjalne kwestie etyczne nierozwiązane, eksperci uważają, że Williams byłaby bezsilna, aby temu zapobiec.
„Prawdopodobnie nie byłaby w stanie zapobiec temu, by pan Trump po prostu wycofał pozew i zawarł prywatną ugodę z rządem federalnym" — poinformował „Times". „Nawet gdyby sędzia ostatecznie uznał, że ugoda była zmowna lub zawarta w złej wierze, prawdopodobnie byłby bezsilny w jakichkolwiek próbach powstrzymania przepływu pieniędzy lub innych korzyści."
Prawny konsensus ekspertów jest taki, że Departament Sprawiedliwości normalnie nie rozstrzygałby sprawy takiej jak ta przedstawiona przez Trumpów, a grupa byłych urzędników IRS i Departamentu Sprawiedliwości złożyła pismo amicus wskazując, że Trump złożył pozew zbyt późno, a jego żądanie 10 miliardów dolarów jest zbyt duże. Rzeczywiście, podobna sprawa miliardera z funduszu hedgingowego Kena Griffina została rozstrzygnięta bez żadnej rekompensaty finansowej; Griffin zamiast tego otrzymał publiczne przeprosiny.
Jak niedawno zwrócił uwagę libertariański komentator James Bovard w „USA Today", jeśli pozew Trumpa zostanie uwzględniony i otrzyma 10 miliardów dolarów, każdy Amerykanin musiałby mu zapłacić bezpośrednio około 100 dolarów.
„Około 100 milionów Amerykanów płaci federalny podatek dochodowy rocznie (nie licząc osób, które otrzymują więcej w ulgach podatkowych od dochodu z pracy niż płacą w podatkach dochodowych)" — napisał Bovard. „10 miliardów dolarów ugody podzielone przez 100 milionów podatników daje około 100 dolarów na podatnika lub 200 dolarów na parę."
Dodał: „Jeśli kongresowi Demokraci są sprytni, nakazaliby, aby wypłata dla Trumpa była finansowana przez pisma karne IRS wysyłane bezpośrednio do 100 milionów podatników. Aby dolać oliwy do ognia, obywatele mogliby być zmuszeni do wysyłania swoich płatności bezpośrednio na jego posiadłość Mar-a-Lago na Florydzie."
Chociaż Trump bronił potencjalnie bezprecedensowej sumy, argumentując, że przekaże pieniądze na cele charytatywne, konserwatywny komentator Andrew Egger zwrócił uwagę, że „Trump używał swojej osobistej fundacji charytatywnej — co wyszło na jaw po pozwie stanu Nowy Jork — do spłacania długów biznesowych, dokonywania wpłat politycznych i kupowania rzeczy dla siebie."
