Szybkie staczanie się Donalda Trumpa do jego własnego, szczególnego piekła nabiera tempa. Ten masywny, obłąkany, rasistowski oszust ostatecznie wyląduje z hukiem, mając jedynie miliardy w twardej gotówce wyciśnięte z amerykańskich podatników jako poduszkę amortyzującą jego upadek.
Nasza pozycja na światowej scenie doznała ciosu, po którym możemy nigdy się nie podnieść. Nie mamy sojuszników, tylko starych sąsiadów, którzy z niedowierzaniem patrzą, jak wielki, stary biały dom na osiedlu płonie bez kontroli.
Nasze powietrze i woda z każdą godziną stają się coraz bardziej zanieczyszczone, a ceny żywności rosną za każdym razem, gdy zachodzimy do sklepu. Kobiety mają mniej praw niż 50 lat temu, a Południe epoki Jima Crowa powraca. Nasz rząd został rozmontowany przez chciwych, miliardowych Orków, tak aby działał wyłącznie dla nich, a nie dla nas.
Ameryka nigdy nie znajdowała się w gorszym położeniu, i to jest najlepsze, na co mogliśmy liczyć po tych przerażających wyborach w listopadzie 2024 roku, które oddały republikanom władzę wykonawczą, Sąd Najwyższy, Izbę Reprezentantów i Senat.
Bo mogło być naprawdę gorzej…
W najgorszym scenariuszu Trump byłby niespójnym szaleńcem zdolnym powstrzymać swoje najgorsze instynkty jako podczłowieka i pracowałby pilnie, aby przynajmniej zachować pozory, że robi wszystko, co w jego mocy, by utrzymać ceny pod kontrolą i trzymać Amerykę z dala od jakichkolwiek idiotycznych wojen.
Pracowałby cicho za kulisami, zbierając gotówkę, by nas zniszczyć na zlecenie tych miliardowych Orków, a większość Amerykanów nie byłaby nic mądrzejsza.
Jak boleśnie nauczyliśmy się przez ostatnią dekadę, w Ameryce jest aż nadto płytkich ludzi gotowych pogodzić się z niemal każdą obrzydliwością — w tym z zamykaniem dzieci w klatkach — byleby tylko benzyna, którą pompują do swoich masywnych pojazdów, była tak tania jak oni sami.
W tym najgorszym scenariuszu wystarczająco wielu Amerykanów pogłaskałoby najgorsze posunięcia Trumpa, bo jakoś dalej wierzyliby w fantazję, że ich życie się poprawi, nawet jeśli każdy wskaźnik mówiłby im co innego.
Szanse republikanów w wyborach śródkadencyjnych byłyby przyzwoite. Nie byłoby mowy o tym, że demokraci odbiorą Senat, a wiele prognoz wskazywałoby, że republikanie faktycznie zwiększą swoją przewagę.
Wojsko byłoby na ulicach na wszelki wypadek.
Benzyna za trzy dolary może zamaskować ogrom bólu w Ameryce.
Cóż, ten najgorszy scenariusz się nie ziścił i wszędzie widać oznaki, że ponad 70 procent Amerykanów nie podoba się to, co dzieje się teraz w ich kraju. Czy to ma znaczenie i czy nie jest za późno, wciąż pozostaje kwestią sporną, ale w tej chwili Ameryka ma jeszcze szansę uratować się w ostatniej chwili.
Sondaż New York Times/Siena opublikowany w poniedziałek pokazuje, że wskaźnik aprobaty Trumpa wynosi 37 procent, co jest najniższą liczbą w ankietach tej gazety od czasu, gdy Trump pojawił się na scenie w 2016 roku.
Pod nagłówkiem: Aprobata Trumpa spada w obliczu niepopularnej wojny, pogarszając perspektywy GOP gazeta argumentuje, że…
Dodając…
Jeśli jesteś jedną z tych osób, które teraz mówią, że to szaleństwo, iż jego aprobata jest tak wysoka, chętnie się zgodzę, ale jedno z nas nie zwracało uwagi na ostatnią dekadę, podczas której Ameryka udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że nie jest nawet dobrym krajem, a co dopiero wspaniałym…
W tym najlepszym scenariuszu musimy po prostu zaakceptować, że historycznie niskie wskaźniki aprobaty to najlepsze, na co możemy liczyć, gdy pędzimy ku kolejnym najważniejszym wyborom naszego życia w listopadzie.
Sondaż NYT odzwierciedla sondaż NPR sprzed dwóch tygodni, o którym pisałem obszernie.
Z tamtego artykułu:
Nawet w tym podzielonym na okręgi bałaganie, jakim jest ten kraj, jeśli sprawy będą nadal szły w tym kierunku, demokraci przejmą Izbę Reprezentantów i będą mieli naprawdę niezłą szansę na przejęcie Senatu.
Byłoby to nie do pomyślenia, gdyby Trump potrafił uciszyć głosy w swojej głowie i zapanować nad sobą i wszystkimi swoimi najgorszymi instynktami.
W tej chwili Trump jest napędzanym energią jądrową ciężarem dla swojej partii, a co jeszcze lepsze — w prawdziwie autorytarnym stylu odmawia przyjęcia tej rzeczywistości do wiadomości.
Podobnie jak niepopularni faszystowscy przywódcy przed nim, otula się własnymi smutnymi realiami i otacza się potakiwaczami, którzy chętnie poniosą jego śmieci i rozsypią je po całej Ameryce.
Ameryka nie jest teraz przyjemnym miejscem i tylko obiecuje, że będzie gorzej.
Na tym etapie katastrofalnej prezydentury Trumpa jest to, niestety, wszystko, na co demokratyczna opozycja mogła liczyć.
Głosujcie.
D. Earl Stephens jest autorem książki „Toxic Tales: A Caustic Collection of Donald J. Trump's Very Important Letters" i zakończył 30-letnią karierę w dziennikarstwie jako redaktor naczelny Stars and Stripes. Wszystkie jego prace znajdziesz tutaj, a na Bluesky możesz go śledzić tutaj.


